Jedna z pierwszych moich dużych ikon, a tu taka wpadka.
A było to tak: deska wycięta, listwy na wpust wstawione i podklejone, zagruntowane, namalowane i…trrrrach! Drewno leżało w wilgotnym miejscu, malowane było w chłodnym pomieszczeniu, a kiedy zawisła w cieple, to zaczęła „pracować”. Od tej pory upewniam się, czy deski na pewno są suche, maluje w bardzo ciepłym pomieszczeniu, zabezpieczam ze wszystkich stron szelakiem, a potem wiszą wysoko i „dochodzą”. Wisiała sobie grzecznie na ścianie jako ostrzeżenie przed partaczeniem, ale już nie wisi. Kolejnej takiej, mam nadzieję, nie doczekam.
Rozmiarów deski nie pamiętam, technika mieszana; tempera jajowa, szagmetal, akryl

Reklamy